Furtka

Otworzywszy furtkę kopnięciem buta i zatrzymał się tuż przed nami. Zachowywał się bardzo bezceremonialnie i bardzo by się naraził na gniew farmera, chyba że był jego dobrym znajomym. - Gdzie jest gospodarz? - zawołał. Głos miał donośny. - Nie ma gospodarza? Widzę kartkę na drzwiach, pewnie wyjechał, lecz pozwolicie, że również skorzystam z gościny, bo chyba nie jesteście przyjaciółmi farmera, raczej wędrowcami szukającymi noclegu, nie mylę się, a jeśli się mylę, możecie sprostować... ' Gadał tak bez sekundy przerwy, a mnie dosłownie, zatkało. Jeśli ten człowiek potrafi pisać (a wyglądał na takiego), na pewno nigdy nie używał kropek. Muszę dodać, iż w tej galopującej czy też kłusującej wymowie nie tkwiło nic przykrego, była 1'grzeczna, tylko nieco zbyt... wartka. Najpierw ogłupił mnie, później zaczęła bawić, jednak powstrzymała ona się od śmiechu, byłaby to obraza. Przybysz, nie przerywając wodospadu słów, zeskoczył z siodła, zdjął kapelusz, otrzepał go o własne spotkanie, rękawem kurtki starł kurz z piersi i ramion.

Przez furtkę .