Schludność odzienia

Widać dbał o schludność swego odzienia. - Wolno chyba wejść do środka, o proszę (utkwił wzrok w kartce) "witaj, gościu, nie zapomnij sprzątnąć po sobie..." terę fere kuku, muszę chwilkę spocząć na ławie, siodło już mi całkowicie zbrzydło, miesiąc w drodze, a wy? - Krócej - odparłem. Wkroczył do izby pierwszy i ciężko osunął się na krzesło. Pociągnął nosem. - Pachnie - zauważył - piec jeszcze ciepły, to znaczy, że jedliście, nic nie zostało? - Bardzo nam przykro - odparłem półżartem. - W spiżarce jest nieco zapasów. Nieznajomy nadal tkwił w krześle, spoglądał na nas bystro, i uśmiechał się. Miał czarne włosy, krótko obcięte, jakby przed kilku dniami odwiedził zakład fryzjerski. Co tu robił, czego szukał? Ba, byłoby niegrzecznością pytać, pogwałceniem niepisanych, lecz ostro przestrzeganych przepisów zachowania się na ziemiach Dalekiego Zachodu. Tylko nieświadomy rzeczy greenhorn pyta spotkanego wędrowca, skąd i dokąd jedzie. Lecz naraża się wtedy na odpowiedź, która nie jest żadną informacją, a kpiną lub grubiaństwem.

Przez furtkę .